O tej historii jest mi niezwykle ciężko pisać. Po pierwsze, dziewczynka dzisiaj byłaby już dojrzałą kobietą. Miałaby 45 lat, tyle co ja. Po drugie znałam ją, przyjaźniłyśmy…

Rodzice Sabinki Schütz mieszkali w Opolu. Mieli już dwóch starszych synów Mariusza i Dariusza, kiedy przytrafiła się im córka. Urodziła się 2 października 1974 roku. Dostała imiona Sabina Barbara.

Taką Ją pamiętam. Zawsze uśmiechniętą…

 

Ale zacznijmy od początku. 13 lipca 1983 roku. Był to ciepły lipcowy wieczór. Jak co tydzień w środę była msza dla dzieci, w której i ja wzięłam udział. Jak co tydzień pożegnałam się z koleżankami, udając się do domu. Mieszkałam wówczas na osiedlu, w blokach przy ul. Chmielowickiej. Moi dziadkowie wyjechali do Niemiec i w najbliższym czasie miałam przeprowadzić się do ich domu jednorodzinnego przy ul. Prószkowskiej. Rozmawiałyśmy dużo na ten temat z Sabinką. Chodziłyśmy do jednej klasy. Siedziałyśmy w jednej ławce.

Siedziałyśmy razem w jednej ławce…

Przystąpiłyśmy razem do I Komunii Świętej.

 

Cieszyła się, że nie będzie musiała sama wracać ze szkoły, że chociaż do kościoła pokonamy tę drogę razem. Potem ja pójdę prosto główną drogą, mijając jednostkę wojskową, a Ona skręci w lewo, w polną drogę, która była skrótem do Jej domu i jedyną sensowną drogą do szkoły, kościoła czy sklepu. Do jej domu, który znajdował się przy ul. Krapkowickiej można było dostać się także od ulicy, ale z tej drogi korzystali tylko zmotoryzowani. Piesi chadzali przeważnie polną drogą.

 

Tego dnia nic nie zapowiadało tragedii, jaka wydarzy się kilka godzin później. Sabinka nie dotarła do domu. To było dziwne, bo Ona nigdy nie spóźniała się, nigdy nie zostawała gdzieś dłużej. Była bardzo obowiązkowa.

 

Niewiele z tego okresu pamiętam. Sama miałam ledwie 9 lat. Ale pamiętam, że wieczorem było jakieś poruszenie na osiedlu. Mama Sabinki chodziła po sąsiadach i wypytywała czy ktoś nie widział dziewczynki. Pamiętam, że zdziwiłam się, że Ją tak szuka. No bo jak to zaginęła? Nie wróciła do domu? To się w głowie nie mieściło. Takie rzeczy zdarzały się tylko w filmach i książkach.

 

Minęło kilka godzin, choć ja w pamięci mam, że kilka dni. Znaleziono ciało dziewczynki. Mówiono straszne rzeczy, że została rozebrana, a następnie zgwałcona przez pijanego żołnierza z pobliskiej jednostki wojskowej. Do tej pory nie umiem sobie wyobrazić, jak można zgwałcić dziecko?

 

Kolejnym szokiem było, że morderca i gwałciciel nigdy nie odpokutował za swój czyn. Wyobrażacie sobie??? Sprawcą okazał się starszy szeregowy Ryszard K. Niestety nie znam nazwiska, a chętnie ujawniłabym je. Szybko go ujęto, miał podrapaną twarz, bo ofiara broniła się. Miał tez zaplamiony mundur. Dowody były oczywiste…

 

Ryszard K. był wnukiem wysoko postawionego oficera. Załatwiono mu papiery niepoczytalnego, a Prokuratura Rejonowa i Wojewódzka sprawę umorzyła. Dodatkowo rodzice Sabinki mieli zakaz rozmawiania o całej tej sprawie. Ponoć żaden lekarz w szpitalu w Branicach, dokąd zabrano Ryszarda K. nie badał go. Co dziwne, ekspertyza wykazała jedynie, iż zdarzają się przypadki, że po wypiciu alkoholu traci się poczytalność. Nic nie mówiła, że sprawca jest niepoczytalny. I na tej podstawie umorzono postępowanie.

 

Pamiętam Ją jako dobrą, wzorową uczennicę. Zawsze była miła, grzeczna, uczynna. Mocno wierzyła w Boga. Dużo modliła się. Więcej niż inne dzieci. To Ją wyróżniało. Być może dzisiaj byłaby zakonnicą. Niestety tego już nie dowiemy się…

 

Grób Sabinki. Fot. z 2012 roku.

 

Niektórzy chcą wszcząć proces beatyfikacyjny, aby Sabinkę uznać za świętą. Ponoć pomogła wielu ludziom, którzy modlili się do Niej. Między innymi ks. prałat Władysław Basista z Katowic uważa, że 9-letnia męczennica z Opola, która oddała życie w obronie czystości zasługuje na takie starania. O ile okrutną i niepotrzebną była Jej śmierć, o tyle mam mieszane uczucia, aby z 9-letniego dziecka robić na siłę świętą. Dzieci same w sobie są już święte, bo są niewinne.

 

Ciało dziewczynki znalazł Jej ojciec około 4 nad ranem. Było nagie, zatopione w rowie, niedaleko drogi, którą podążała zmarła. Droga, jak i kościół były widoczne z domu… Sekcja zwłok wykazała, że Sabinka zmarła około północy. Sprawca po okrutnym gwałcie jeszcze żyjącą dziewczynkę wrzucił do rowu wypełnionego wodą i mułem. Tam udusiła się w tym szlamie…

 

Krzyż w miejscu tragedii. Fot. 2014 r.

Krzyż w miejscu tragedii. Fot. 2014 r.

To samo miejsce. Chwilowo nie ma krzyża w związku z przebudową ulicy (wybudowaniem ronda). Fot. 2016 r.

Krzyż w miejscu tragedii. Fot. 2019 r. Już po wybudowaniu ronda.

 

Na pogrzeb przyszły tłumy ludzi. Pamiętam, jak spuszczano trumnę do dziury, Mama Sabinki omdlała.Do dzisiaj pamiętam płacz tej kobiety. To był skowyt matki, która musi pochować własne dziecko.Wtedy chyba tak naprawdę dotarło do mnie, że nigdy już Jej nie zobaczę, że ta tragedia wydarzyła się naprawdę. I łzy same popłynęły…

 

Grób Sabinki. Fot. z 2016 roku.

 

Ps. Ponoć ten gwałciciel dzisiaj ma żonę i dwoje dzieci… Zostawię to bez komentarza. Ale wierzę, że karma wraca…

 

 

 

 

 

 








Autor:
Data:
czwartek, Październik 31st, 2019 at 17:35
Kategoria:
Ciekawe osobowości, Inne
Komentarze:
Możesz zostawic odpowiedz
RSS:
Możesz sledzic komentarze tego postu poprzez Kanal RSS
  1. Teodozja Says:

    Niezwykle wstrząsająca historia – okrucieństwo i bezkarność sprawcy oburza i pogłębia cierpienia najbliższych.
    Autorce tekstu – dobrze mi znanej Marioli (pozwalam sobie po imieniu do mojej byłej Wyjątkowej Uczennicy) gratuluję umiejętnie skonstruowanego przekazu. Zapewne śp. Sabinka znów uśmiecha się do Ciebie. Daj Boże.
    T. Świderska

Dodaj komentarz